poniedziałek, 19 lutego 2018

Scenariusz KL Warschau - Gęsiówka - Warsaw Uprising 1944




Wola, położona w zachodniej części Warszawy była w czasie Powstania najbardziej narażona na kontrakcję niemiecką. To właśnie od zachodu można było się spodziewać głównego uderzenia na niepokorne miasto. Już 5 sierpnia dał się odczuć silny nacisk nieprzyjaciela na Zgrupowanie Radosław operujące na Woli. Jednostka ta - jedna z lepiej uzbrojonych (posiadała np. w swych strukturach pluton pancerny złożony z dwóch zdobycznych czołgów Panther - w czasie powstania znajdowała się w niezwykle trudnym położeniu. Z jednej strony naciski ze strony dowództwa nakazywały przegrupowanie oddziału w kierunku Starówki (co oznaczałoby dobrowolne poddanie się oblężeniu i stopniową zagładę) lub odskok do Puszczy Kampinoskiej (co mogłoby uratować oddział lecz jednocześnie poważnie osłabić siły powstańcze w mieście).
Finalnie zdecydowano o przemieszczeniu jednostki w stronę Starego Miasta. Na drodze przemarszu powstańcom stał jednak nie zdobyty dotąd Konzentrazionlager Warschau zwany Gęsiówką. 
Dowódcy z harcerskiego batalionu  "Zośka" przekonali swego dowódcę, płk Radosława do wydania zgody na atak na Gęsiówkę. Kluczowym elementem ataku był czołg Magda, którego zadaniem miało być zlikwidowanie licznych stanowisk broni maszynowych (tzw. bocianów) rozmieszczonych wokół muru obozu.
Czy Powstańcom uda się zdobyć obóz i uratować więźniów? Czy uda się im otworzyć drogę do przegrupowania w kierunku Starego Miasta? O tym będą mogli przekonać się gracze próbując swoich sił w scenariuszu KL Warschau - Gęsiówka.

Teren

Gra rozgrywa się w terenie miejskim. Ze wschodu na zachód planszy bliżej południowej krawędzi biegnie szeroka ulica (około 8" szerokości) przecinająca się prostopadle przy wschodniej krawędzi z drugą analogicznych rozmiarów ulicą. Wzdłuż południowej krawędzi mapy istnieje zrujnowana zabudowa miejska, (w rzeczywistości był to teren zburzonego przez Niemców getta). Głównym motywem planszy jest obóz, otoczony wysokim murem (blokującym widoczność) i zajmujący gros planszy. Na rogach muru znajdują się pillboxy (działające według zasad z dodatku Sealion). Na zachód od bramy obozowej znajduje się plac apelowy - całkowicie pusta przestrzeń - (gdzieniegdzie można umieścić pojedyncze przedmioty jak skrzynki, wózki) otoczona od południa i północy ogrodzeniem z drutu kolczastego. W północnej części ogrodzenia znajduje się dziura umożliwiająca ruch oddziałów. Na terenie obozu (za wysokim murem znajduje się więzienie (mniej więcej w centrum placu, budynek strażników w obrębie muru od strony wschodniej, jeden budynek - także w obrębie muru od strony południowej i dwa w jego wnętrzu. 


Siły stron

Stroną atakującą w grze są Polacy (Selektor Armia Krajowa) Siły atakującego muszą być podzielone na dwie równe pod względem liczby oddziałów części, z których jedna rozpoczyna grę w północnej a druga w południowej  części mapy (zgodnie z rysunkiem powyżej). Atakujący ma możliwość wykorzystania zdobycznego czołgu Panther (Magda) na ogólnych zasadach korzystania z czołgów zdobycznych. Czołg może pojawić się tylko od południowej strony mapy. Oddziały mogą pojawić się 12" w głąb planszy
Stroną broniącą jest pluton niemiecki stworzony w oparciu o selektor (German Warsaw Uprising). Siła obrońcy jest o 220pkt mniejsza niż Atakującego. Minimum połowa wojsk Obrońcy zaczyna grę na planszy w obrębie murów obozu (z wyjątkiem budynku więzienia). Pozostałe siły Obrońcy mogą się pojawić od północnej strony mapy zgodnie z rysunkiem powyżej. Jeżeli Obrońca zdecyduje się na wykorzystanie jakichkolwiek pojazdów w swojej armii będą one dostępne od 4 tury Pozostałe rezerwy niemieckie mogą wejść do gry od tury 2.

Cel gry.

Zadaniem Atakującego jest opanowanie budynku więzienia i dotarcie swoimi oddziałami do wschodniej krawędzi planszy w czasie 7 tur. Zadaniem Obrońcy jest niedopuszczenie do realizacji tego celu.

Warunki zwycięstwa:

Gracz kontrolujący budynek więzienia w na koniec ostatniej tury otrzymuje 5PZ. Za kontrolowanie na koniec gry budynku strażników przyznawany jest 2PZ. Za wyeliminowanie jednostki przeciwnika każdy z graczy otrzymuje 1PZ. Dodatkowo Atakujący otrzymuje 1PZ za każdy niezapinowany oddział który opuści planszę przez wschodnią krawędź planszy. Jeżeli Atakujący unieruchomi zdobyczny czołg na skutek forsowania muru Obrońca otrzymuje 1PZ.

Zasady specjalne:

Zaskoczenie: Jeżeli w pierwszej turze jako pierwsza zostanie wyjęta kość niemiecka, jest ona wrzucana do worka i podejmuje się kolejne losowanie, którego wynik musi zostać zaakceptowany. Dodatkowo, każdy oddział Obrońcy (z wyjątkiem tych umieszczonych w pillboxach) musi wykonać test morale w pierwszej turze na ogólnych zasadach.

Wysoki mur: Pojazdy pancerne mogą sforsować mur otaczający Gęsiówkę na zasadach taranowania budynków.

Walki miejskie: W grze obowiązują zasady dotyczące walki miejskiej (Road to Berlin).

Chronić więźniów:  Gracz atakujący nie może strzelać z broni HE do budynku więzienia.


środa, 14 lutego 2018

Wellcome to the jungle


Przygotowując się do kolejnej bitwy kampanii Nowa Gwinea musiałem nieco popracować nad terenem. Wyspa to wszak teren pokryty często-gęsto dżunglą i w takim właśnie terenie przyjdzie nam się z Gonzem zmierzyć następnym razem.
Jako, że dżungla składa się głównie z  ... dżungli czyli różnorodnych roślinek gęściej lub rzadziej uplasowanych zatem teren jakiego będziemy potrzebować powinien spełniać następujące kryteria:

- powinno być go dużo

- powinien być łatwy w budowie
- różnorodny
- estetyczny
- bez szaleństw cenowych
- składany

Istotną inspiracją w budowie był dla mnie - jak zwykle - Mel Bose Terrain Tutor

Pierwsze, drugie i trzecie kryterium zawęziło mi pole manewru do produktów adaptowanych, w związku z czym częściej zacząłem odwiedzać sklepy zoologiczne. Kryterium szóste kazało mi zaprzyjaźnić się ze sprzedawcami znad Huang-Ho. Kryterium czwarte pozwoliło mi na pewną dozę subiektywizmu.

Materiały

Do zrobienia podstawek wykorzystałem stare płyty CD (a może DVD?) i a do większych spienione PCV grubości 3mm. Oba materiały zapewniały mi sztywność podstawek.
Roślinność wysoka to plastikowe palmy, średnia to sztuczne rośliny akwariowe. Wszystkie materiały kupione w Chinach i ... w Czechach gdzie udało mi się znaleźć ładne wzory roślin wielkolistnych i pomniejszych traw. Podłoże to wysuszona zużyta kawa (dobrze sprawdza się jako świeża ziemia) i posypka trawiasta w kilku kolorach. Na kilku podstawkach próbowałem sił - oceńcie na ile udatnie - ze starymi martwymi drzewami. Pnie wyciąłem z korzeni dostępnych w sklepach zoologicznych.



Zważywszy na kryterium siódme roślinność wysoka musiała być demontowalna aby podstawki można skompaktować w pudełkach, podobnie jak drzewka. Dla uzyskania  żądanego efektu każde drzewko otrzymało gniazdo na wpust ukryte w uformowanym na kształt bulwy korzeniowej kawałku styroduru. 



Styrodur umieszczony gdzieniegdzie na podstawkach pozwalał wygodnie osadzać roślinność średniej wielkości . Zanim jednak do tego doszło całość podstawki została pomalowana podkładem Raw Umber z dodatkiem PVA, potem dodane gdzieniegdzie kamienie, a po wyschnięciu pokryta ziemią z kawy. Jako, że wszystkie podstawki będą stały na macie trawiastej brzegi podstawek dostały modulowaną kolorystycznie zewnętrzną obwódkę z trawiastej posypki. Następny etap do sealing mocno rozrzedzonym PVA z psikawki i zabawa w ogrodnika.



Starałem się nadać jak największą różnorodność podstawkom aby - w moim pojęciu najbardziej przypominały dżunglę. Jak to wyszło oceńcie sami.




 
Pomysł z demontowalnymi drzewkami ma jeszcze jedną zaletę. Nie muszę kupować oddzielnych palm na teren pustynny ;)










sobota, 10 lutego 2018

Campaign Market Garden - unboxing


Stwierdzenie: długo wyczekiwana byłoby nieścisłe, jako, że od anonsu do wydania upłynęło coś około miesiąca czasu, więc całkiem szybko. Jako, że zamówiłem książkę od razu gdy pojawiła się w przedsprzedaży miałem okazję otrzymać ją stosunkowo szybko. Zatem podzielę się moimi pierwszymi wrażeniami. W zasadzie napiszę o dwóch rzeczach:

Mapy!

Nareszcie pojawiły się mapy, mało bo mało ale są. Dzięki temu gracze zainteresowani w większym lub mniejszym stopniu historią operacji (jak np. ja) będą w stanie określić wzajemne relacje między scenariuszami. Bardzo pozytywnie oceniam też odniesienia historyczne w prezentacji nowych oddziałów pojawiających się w tej operacji. Można mieć wrażenie, że nowe oddziały i selektory pozostają w jakiejś relacji do realnych struktur oddziałów zaangażowanych w walki.

Selektory

Jest tego naprawdę dużo a wspólna zasada, która tu obowiązuje to zwiększenie limitów na pojedyncze do tej pory egzemplarze broni wsparcia jakie miało miejsce do tej pory. Ale szczegóły poniżej.
Po stronie niemieckiej mamy selektory przesłonowe (starców i dzieci) z nowym oddziałem (choć ściślej: patrolem), który w trakcie gry może powrócić do macierzystej jednostki. Drugim selektorem przesłonowym jest "Duński batalion wartowniczy". Każdy w powyższych selektorów składa się z niedoświadczonej "gołej" piechoty. Na ile znajdą się chętni do wystawiania tego typu jednostek na pojedyncze bitwy ... kwestia - moim zdaniem - mocno dyskusyjna.
Interesująco wygląda selektor: pluton z 10 batalionu rozpoznawczego SS (w pełni zmotoryzowany). W jednostce mamy do dyspozycji dwa typy oddziałów piechoty, zwykłych grenadierów SS i oddziały rozpoznawcze (nowy mały oddział suto okryty bronią automatyczną). Do tego mamy 2 samochody pancerne (SdKfz 222 lub 231) i: do dwóch czołgów. Nowością jest uwolnienie tutaj PzIIIH-N.
Inny ciekawy selektor to pluton z 16 batalionu marszowego SS, który był zaangażowany w opóźnianie oddziałów 1DPD w ich drodze do Arnhem. Selektor ten zawiera nowy oddział: drużynę marszową SS ze specjalną zdolnością: Baptism of Fire. Selektor zakłada zwiększony udział broni wsparcia (moździerze, MMG) a z drugiej strony brak artylerii i pojazdów opancerzonych. Walcząc ze spadochroniarzami mają porównywalnego jakościowo przeciwnika.
Na podobnej zasadzie zorganizowany jest pluton z 6 pułku FJG, który również nie zawiera żadnych pojazdów opancerzonych ale za to jest obecna artyleria i silne wzmocnienie broniami wsparcia. 
Pozostałe selektory niemieckie to pluton z 559 oddziału niszczycieli czołgów (w pełni zmotoryzowany), oraz pluton z 224 kompanii czołgów. Każdy z tych selektorów wymaga posiadania specyficznych pojazdów (Jagdpanther lub Flammpanzer B2) w kilku kopiach. Dyskusyjne jest ilu znajdzie się chętnych na wystawianie takich właśnie oddziałów.  

Amerykanie mają nowy selektor spadochronowy, w którym nowością jest rozbudowany komponent artyleryjski i rozpoznawczy. Jest również nowy oddział pathfinderów, a ściślej nowe zasady do tej jednostki w operacji Market Garden. W tej operacji gracz amerykański może korzystać z darmowego brytyjskiego obserwatora artyleryjskiego (sic.!). Może też wystawić oddział holenderskiego ruchu oporu, dający konkretne korzyści w przypadku walki z nieprzyjacielem przygotowanym do obrony.

Po stronie brytyjskiej (w tym polskiej: 1SBS ) mamy istny wysyp nowych selektorów:
Pluton spadochronowy w stosunku do tego z podręcznika ma ograniczoną liczbę uzbrojonych jeepów, pojawia się natomiast w slocie transport Universal Carrier (?) i Cut Down Morris jako ciągnik do dział 17pdr.
Inny selektor do pluton piechoty szybowcowej mocniej okryty w artylerię i bronie wsparcia (Piaty, snajperzy, MMG). Mamy tu też do dyspozycji nowy oddział: sekcję zwiadu (ze specjalną zasadą scouts).



21 samodzielna kompania to kolejny selektor tym razem brytyjskich pathfinderów zgromadzonych na czas operacji w większą jednostkę. Jednostka dowodzona przez kapitana (sic.!) jest przebogato wyposażona w ręczną broń wsparcia, moździerze, PIATy, MMG, snajperzy, nieobecne są jednak żadne środki transportu.
Wyjątkowo wygląda spadochronowy oddział rozpoznawczy. Do jego cech charakterystycznych należy to, że może być - jako jedyny - w pełni zmotoryzowany (!). Dostępne pojazdy to jeepy. Pojedynczy oddział piechoty jest umieszczany w dwóch pojazdach (zgodnie z zasadami opcjonalnymi z podręcznika). Dość obficie obecne są uzbrojone jeepy, może być ich aż ... 6. Jednostka dowodzona przez porucznika (sic!). Mobilność to ograniczenie liczebności i jakości broni wsparcia. Niedostępne są MMG, ograniczona liczba moździerzy, a z artylerii dostępny jest wyłącznie przeciwlotniczy Polsten.
Pluton z pułku pilotów szybowcowych to kolejny selektor dla Czerwonych Diabłów. W związku z dużym nasyceniem jednostki oficerami, w selektorze tym ignorowana jest utrata morale przy stracie NCO oddziału. W selektorze tym można również wystawić zwiększoną do pięciu (!) liczbę pocztów dowódców.



Ciekawym selektorem jest jednostka: grupa bojowa z Dywizji Pancernej Gwardii. O dziwo jednostka ta nie musi być w pełni zmotoryzowana. Specjalną cechą tego selektora jest zwiększona o 1 liczba pojazdów pancernych i artylerii, kosztem udziału piechoty (do 3 oddziałów).


Pokaźną część książki  stanowią scenariusze: jest ich aż 29.  Pierwszy rzut oka wskazuje, że mamy ich sporą różnorodność: począwszy od tradycyjnych: 6 scenariuszy ze strefy amerykańskiej, 7 scenariuszy ze strefy brytyjskiej, mamy kilkuscenariuszową mini kampania Utrechtseweg, serię walk patroli (na mniejszych powierzchniach i mniejsze punkty) i wiele innych.
W końcowej części zgromadzone są zasady bohaterów specjalnych, w tym pięciu Brytyjczyków (zasady części z nich na stronie Warlorda), jeden Polak: gen Sosabowski, a także trzech dowódców niemieckich: Grabner, Krafft i Euling i trzech Amerykanów: Cook, Winters i Megellas.

Podsumowując, książkę znajduję jako interesującą. Na plus zapisuję wydawcom większą niż zazwyczaj liczbę odniesień historycznych, zwłaszcza w konstrukcji nowych selektorów czy oddziałów, a także mapy, których szalenie brakowało mi we wcześniejszych publikacjach z tej serii. O scenariuszach nie wypowiadam się bo ich jeszcze wszystkich nie przeczytałem. Moim oczekiwaniem byłoby aby miały między sobą jakąś łączność i słowo kampania użyte w tytule książki miało jakiś związek z rzeczywistością.
Kupując tę książkę spodziewałem się znaleźć zasady specjalne do nowo wydanych przez Warlorda modeli: np. jeepa z przyczepą . Szkoda, bo przydałoby się jakieś uzasadnienie dla wystawiania do gry pojazdu, który ma bardziej widoczną sylwetkę niż regularny jeep (bo dłuższy) a nie ma z tego powodu żadnych, poza klimatem benefitów. Trudno.
Jestem również zawiedziony nowymi selektorami dla strony niemieckiej. Dwa plutony pancerne - w mojej ocenie całkowicie niegrywalne (ze względu na koniczność wystawienia wielu kopii mało popularnych pojazdów jak Jagdpanther czy Flammpanzer B2) i pluton "starców i dzieci" raczej nie wzbudzą zainteresowania graczy. Zabrakło mi większej - poza oddziałem rozpoznawczym, który bardzo rokuje - jednostek zbudowanych na podstawie IIKPanc SS.
Tym niemniej uważam, że książka była warta zakupu; moja wyobraźnia już zaczęła pracować nad kolejnymi scenariuszami jakie można zbudować na podstawie zaproponowanych przez wydawcę selektorów. Tymczasem: do zobaczenia w Holandii, ja idę malować moich spadochroniarzy!

środa, 7 lutego 2018

Prace ogrodnicze - zieleń przy drodze


W ramach planowanych prac ogrodniczych związanych u umajaniem stołów normandzkich sporym wyzwaniem były dla mnie żywopłoty. Chodziło o rozwiązanie proste i pozwalające na "masową" produkcję żywopłotów powszechnych we Francji i przydatnych w innych rejonach Europy. Początkowo rozważałem wariant zaproponowany przez Warlorda:


Wśród zalet tego rozwiązania jest segmentowa konstrukcja (miła od zawsze w moim życiu) i estetyka na szóstkę. Niestety nie upadłem jeszcze na głowę aby wybecylować 60GBP na kilka odcinków żywopłotu. Potrzebowałem rozwiązania tańszego.
Idealnie byłoby aby materiał na żywopłot był zielony, kosmaty i odpowiedniej grubości i tani. Dzięki temu możliwe byłoby naklejenie gotowych odcinków materiału na paski podstawy, wymodelowanie brzegów i hajda na stół.
Gonzo podsunął swego czasu pomysł użycia zmywaka do naczyń. Trop był dobry ale dostępne w sprzedaży zmywaki są o wiele za wąskie. Tworzenie podwójnych warstw dało mierne efekty, zatem należało szukać dalej. Na którymś z anglojęzycznych blogów modelarskich zauważyłem to czego szukałem: materiał zmywakopodobny ale dużo grubszy w sam raz na żywopłot. Pozostało pytanie: czy jest dostępny w Polsce. Nasłuchując prowadzącego videoblog usłyszałem słówko: "pad".
Okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę bo pod tą właśnie nazwą produkt funkcjonuje w handlu. Poznajcie: Pad ręczny do czyszczenia":


Domyślnie produkt służy do szorowania podłóg po remontach. U mnie posłużył do robienia żywopłotów. Odcień zielonego dobrze rokował, zmówiłem i oczekiwałem na dostawę.
Następnego dnia  dostałem materiał na żywopłoty spełniający wszystkie moje wymagania. Miał odpowiednie rozmiary, kolor, elastyczność i teksturę, no i cenę! Dopasowując segmenty podstawek do wielkości moich odcinków dróg powstało - jak dotąd - kilkanaście fragmentów żywopłotu. Jeszcze drugie tyle i wystarczy na pełen normandzki stół.



A mój przepis na żywopłoty jest następujący. Na przycięte na żądaną długość odcinki spienionego PCV grubości 1mm. mocuję gorącym klejem elementy pada. Następnie modeluję boki podstawek, ja użyłem glinki modelarskiej DAS. Po zaschnięciu maluję Raw Umber, a następnie oklejam wyciągniętą z ekspresu zużytą kawą, która - moim zdaniem - świetnie imituje świeżą ziemię (dzięki Gonzo za patent). Gdzieniegdzie zostawiam większe lub mniejsze luki w żywopłocie, a to na furtkę a to na drzewko.

A skoro o drzewkach mowa, na powyższym zdjęciu widać świeżo dostarczone z Chin produkty. Uważam, że świetnie się komponują z resztą krajobrazu. Drzewka montowane są na wcisk w zainstalowane uprzednio tulejki, osadzone w podstawce ze styroduru.

Kiedy skompletuję moje żywopłoty zapraszam do Józefosławia na grę gdzieś w polach Normandii lub Holandii. W takim krajobrazie granie scenariusza Oosterbeeck będzie w końcu wykonalne!


sobota, 3 lutego 2018

Relacja - kampania NG - scenariusz 1

 
Jakiś czas temu dyskutowaliśmy z Gonzem na temat scenariuszy publikowanych w książce kampanii Nowa Gwinea. Uznaliśmy, że pojedyncze gry nie rokują ale spróbujemy rozegrać je jako ciąg gier połączonych ze sobą w jakiś sposób elementem fabularnym i dodatkowym warunkiem zwycięstwa, który uatrakcyjniłby rozgrywkę.
Ponieważ jednym z takich elementów wiążących scenariusze miała być postać dowódcy i jego rozwój niech ta kampania będzie jak powieść w odcinkach. O kolejnych wydarzeniach na froncie opowiadać będzie od strony australijskiej jej główny bohater: Thomas Kelly, świeżo powołany podporucznik wysłany ze swym oddziałem na Nową Gwineę.

Nazywam się Thomas Kelly i jestem nauczycielem szkoły elementarnej w małej miejscowości w Nowej Południowej Walii. Mam kochającą żonę i trójkę dzieci. W 1941 roku gazety donosiły o dość niepokojących zachowaniach Japończyków w Azji. Dopóki prowadzili oni działania wojenne w Chinach mało się nimi przejmowaliśmy. Jednak gdy zaczęli posuwać się na południe zajmując kolejne obszary, począł się budzić w nas niepokój, Upadek Singapuru, a nade wszystko zniszczenie floty Pacyfiku w Pearl Harbor zmroziło nasze serca. Australia będzie następna, mówili. 
Nasze wojska dzielnie walczyły w Afryce Północnej ale w kraju brakowało wojska. Do obrony terytorialnej powoływano ochotników. Zaciągnąłem się i ja. Dziwne to było wojsko i marnie wyekwipowane. Woźnice, pasterze i cieśle, a dowodzili nimi nauczyciele, pastorzy i lekarze. Niewiele wiedzieliśmy o wojaczce, bo kadry znajdowały się na froncie europejskim. a szkolenia prowadzili weterani z lat Wielkiej Wojny, którzy lata swojej największej sprawności mieli już za sobą, a i doświadczenia wojenne mieli dość wiekowe. Uzbrojenie i wyposażenie także pamiętało czas Wielkiej Wojny. Cóż jednak począć, trzeba było walczyć tym co było w dyspozycji.
Z początkiem 1942 roku, po krótkim przeszkoleniu zostałem z moim oddziałem przerzucony na Nową Gwineę, która - jak mówiono - była kluczem do Australii. Znaliśmy swoje słabości ale nie mieliśmy zamiaru łatwo się poddać.

Pluton, którym dowodziłem był jednym z wielu wysłanych do obrony plaż przed siłami inwazyjnymi. Do dyspozycji mieliśmy łopatki saperskie i kilkanaście zwojów drutu kolczastego. Zdawaliśmy sobie sprawę, że długo nie wytrzymamy ale naszym celem było opóźnienie działań nieprzyjaciela i uzyskanie o nim jak największej ilości informacji.
Po kilku dniach moje Kangury wgryzły się w ziemię na skraju plaży, chroniąc się przed atakiem piechoty kozłami z drutu kolczastego. Do dyspozycji miałem pięć pełnych sekcji po 10 ludzi, częściowo wyekwipowanych w stare karabiny maszynowe Lewis, pojedynczy ckm Vickers i (na wypadek gdyby na plaży pojawiły się czołgi) rusznicę Boys. Plutonem opiekował się stary kapitan Smith, który od początku odpowiadał za organizację mojego oddziału. 
W pierwszej linii okopów miejsca zajmowały sekcje sierżantów: Donovana, Croucha i  Willisa. Środek pozycji osłaniał pojedynczy ckm, a na prawym skrzydle usadowiła się obsługa rusznicy Boys. 
W drugiej linii zachowałem - zgodnie z radą kapitana Smitha - dwie sekcje piechoty, gotowe do zaangażowania się na najbardziej zagrożonym odcinku. Odwodem zarządzał kapitan Smith.
Tymczasem czekaliśmy.


I doczekaliśmy się. Zaczęło się od tego, że Japończycy zajęli Nową Brytanię. Nasi stawiali opór lecz musieli się wycofać. Pojawienie się żółtków było teraz kwestią najbliższych dni. Pewnego wieczoru uszom naszym dał się słyszeć jakiś wzmożony hałas. W kierunku plaż zaczęły zbliżać się łodzie desantowe pełne Japończyków. W tym samym momencie przybiegł goniec z batalionu, z rozkazami: mamy się utrzymać przez 6 godzin, może godzinę dłużej.


Szli jak po swoje nie zachowując w ogóle środków ostrożności. Zachowywali się głośno, a po wylądowaniu rozniecili na plażach ogniska. Widać ich było jak na dłoni. Szkoda było zmarnować taką okazję. Pozostające w gotowości oddziały przymierzyły do najbliższej grupy Japończyków. Skoncentrowany ogień skosił oddział nieprzyjaciela, który nie miał gdzie się ukryć.



Straty zadane wrogowi bardzo podbudowały moich żołnierzy. Nieprzyjaciel, przed którym wiele serc drżało okazał się być tylko człowiekiem podatnym na kule karabinowe jak każdy inny. Kłopot polegał na tym, że otwierając ogień odkryliśmy własne pozycje. 

 Od tej pory nieprzyjaciel zaczął poruszać się powoli i ostrożniej. Od czasu do czasu wprawne oko australijskiego myśliwego dopatrzyło się jakichś postaci brnących przez szeroką plażę. W takich sytuacjach oddawano strzały i kiedy-niekiedy żółty żołdak padał z jękiem.

Po dłuższym czasie Japończycy dotarli do zapory z drutu kolczastego próbując ją sforsować. Wyglądało to tak jakby nie zostali wyposażeni w narzędzia do jego cięcia. Do forsowania przeszkody używali bagnetów piekląc się przy tym po japońsku. Jedynie na lewym skrzydle zapora została szybko sforsowana i żółtki ruszyły w stronę - bliskich już - naszych pozycji. 



Pierwszy z oddziałów został przywitany skoncentrowanym ogniem trzech sekcji. Poniósł ciężkie straty ale posuwał się dalej. Niepokój budziła złowroga postać z dużą bańką na plecach i chustką na twarzy. Wprawni strzelcy próbowali ustrzelić tę postać ale bezskutecznie. Za oddziałem posuwał się następny poganiany przez japońskiego oficera.Wróg ponosił straty ale parł dalej. Podszedłszy blisko naszych pozycji skoncentrował swój ogień na skrajnej lewej sekcji sierżanta Donovana przygważdżając ją do ziemi. Pojawiły się też pierwsze straty.
 

W międzyczasie na prawym skrzydle wrogowi udało się przy pomocy zaimprowizowanych narzędzi sforsować przeszkodę przeciwpiechotną. Na tym skrzydle walczyła jedna sekcja piechoty. Ogień prowadził również Boys ustrzeliwując - o dziwo - od czasu do czasu jakiegoś Japończyka. Żółci podchodzili pod nasze pozycje.



Na lewym skrzydle nieprzyjaciel doszedł na odległość szturmową. Nagle postać w chustce zakrzyknęła coś po japońsku i z dyszy, którą brałem wcześniej za karabin wydobył się słup ognia. Na szczęście Japończyk chybił. 
Sekcja sierżanta Donowana dostała rozkaz ruszenia do kontrataku i zlikwidowania miotacza ognia. Niestety żołnierze skulili się w okopie i nie chcieli ruszyć do walki. Sąsiednia sekcja sierżanta Croucha ostrzeliwała z bezpośredniej odległości drugi z japońskich oddziałów zadając mu straty.


 Ta sytuacja nie mogła się dobrze skończyć. Skoro miotacz pozostał nienaruszony kwestią czasu było, iżby posłał po raz kolejny swój śmiercionośny ładunek nieco lepiej tym razem celując. I wkrótce się to stało: postać w chustce wychynęła zza jakiegoś krzaka i bluznęła ogniem wprost w miejsce gdzie ukryci byli żołnierze Donovana. Straszliwy krzyk  był oznaką na ile wroga broń była skuteczna. Sekcja sierżanta przestała istnieć. Na taki ogień najlepsza jest zimna krew. Osłabiony oddział japoński który wysforował się zanadto do przodu stracił czujność. Wysłałem rozkaz do sierżanta Croucha aby skoczył i bagnetem wykłuł nieprzyjaciela. Sekcja czym prędzej opuściła okop i rzuciła się na nieprzyjaciela wybijając go do nogi. Jeden z własnych ludzi został w tej walce ranny ale zdobyte w walce doświadczenie przysporzyło żołnierzom pewności siebie.



Na prawym skrzydle sprawy nie wyglądały dobrze. Nadciągający z plaży przeciwnik unieszkodliwił rusznicę przeciwpancerną i wpadł w nasze okopy. Rozpoczęła się wymiana ognia z sekcją sierżanta Willisa. W centrum powstał nowy wyłom w zasiekach, przez który w naszą stronę sypnęła się kolejna grupa Japończyków.


Wróg poczynał sobie dość zuchwale ale ponosił straty. Sierżant Willis - w cywilu mechanik samochodowy i lokalny zabijaka opuścił okop i postanowił szukać szczęścia w walce wręcz.
Zaskoczeni Japończycy nie mieli czasu otworzyć ognia do zbliżających się żołnierzy Willisa. Japoński oddział przestał istnieć. Żołnierze Willisa bezpiecznie wrócili na swoje pozycje. 


 Na lewym skrzydle sytuacja wydawała się wyjaśniona. Jeszcze jeden skok Croucha i japoński miotacz przestałby się naprzykrzać. Większy mój niepokój budziło skrzydło prawe którego ... w zasadzie nie było. W związku z tym cały odwód rozkazałem przesunąć w tamten rejon. Dochodziła szósta godzina walki zatem zgodnie z planem mieliśmy się zaraz wycofać. W tym samym momencie jednak pojawił się goniec informując, że musimy wytrzymać jeszcze dwie godziny. 



Misterny plan prysł. Czyżby sierżant Crouch zbytnio zachłysnął się swoim zwycięstwem dość, że wrogi miotacz wskoczył do okopu i rzygnął ogniem w stronę naszych żołnierzy. Sekcja sierżanta Croucha spanikowała, jego ludzie rozbiegli się na wszystkie strony. 



Zrobiło się nieco nerwowo. Lewe skrzydło, które wydawało się bezpieczne ziało niepokojącą dziurą, a skrzydło prawe zdawało się bardziej bezpieczne. A skoro już o tym mowa, na skrzydle prawym Japończycy ruszyli w głąb lądu. Dwie sekcje piechoty odwodowej wraz z pocztem kapitana Smitha ostrzeliwało ich z boku zadając straty. Niestety oddział japoński wyrwał się.


W tym samym czasie na lewym skrzydle zrobiło się dziwnie cicho. Słychać było tylko dźwięki postaci pobrzękującej mieczem. Niestety postać pozostawała niewidoczna i niemożliwym było ruszenie jej śladem. Minęła już ósma godzina wali i adiutant zwijał stanowisko dowodzenia gdy tuż przed moim okopem stanęła postać z chustką na twarzy, zakrzyknęła coś gardłowo i bluznęła w moim kierunku ogniem.




Obudziłem się w szpitalu. Całą głowę i ręce miałem zabandażowane. Na nocnym stoliku stał wazonik z kwiatami, pudełeczko i list. W pudełeczku znalazłem order za odwagę. List okazał się być odpisem rozkazu dowódcy pułku, w którym gratulował mojemu plutonowi doskonałej postawy żołnierskiej, która przyczyniła się do osiągnięcia zakładanych celów. A więc wygraliśmy! Co za szczęście. Dopiero później dowiedziałem się, że z pierwszej fali japońskiego desantu przedarły się w głąb lądu pojedyncze oddziały. Zadanie zostało wykonane. 
Dopóki rany od oparzeń się nie wygoją pozostanę w szpitalu, a potem wrócę na front. Ciekawe czy spotkam swoich towarzyszy broni ... ?

Tyle relacji podporucznika Kellego, który zwycięstwo na plaży przypłacił niemal własnym życiem. Gdy patrzę na scenariusz Operation Ri myślę sobie, że jest tu sporo do poprawienia.

Czas. Celem Japończyków jest w tym scenariuszu opuszczenie planszy przez australijską krawędź. Zakładając, że będą posuwali się naprzód z maksymalną dozwoloną prędkością przy założonym czasie trwania scenariusza nie mają szans na realizację tego zadania

Przeszkody. Gracz japoński ma przed sobą linię zapór przeciwpiechotnych, do których sforsowania nie ma dostępnych narzędzi. Jedyną nadzieją dla nich są saperzy wyposażeni w odpowiedni sprzęt. Ale czy wyłom wykonany przez ten oddział pozwoli osiągnąć sukces? Wszak to przed inżynierami przeciwnik ustawi najsilniejszą zaporę piechoty ...?

Przygotowanie artyleryjskie: gracz japoński nie posiada w tym scenariuszu możliwości zmiękczenia australijskiej obrony. Idzie w kierunku okopów na spotkanie ze swoim przeznaczeniem

Aby scenariusz był grywalny postanowiliśmy wydłużyć go o dwie tury i skrócić szerokość trudnego terenu do 24".


Przed nami kolejna bitwa. Tym razem australijscy komandosi spróbują zaskoczyć we wiosce śpiących Japończyków. Scenariusz zapowiada się ciekawie gdyż jest skonstruowany na zasadach Raiding, gdzie w pierwszej części gry Atakujący próbuje ominąć, względnie wyeliminować wrogich strażników a w drugiej następuje realna walka. A relacja z tej bitwy już wkrótce!

wtorek, 16 stycznia 2018

Relacja: Mława 1939



Bolt Action na wczesną wojnę ma ogromny urok. Można powiedzieć, że mamy w Józefosławiu do tego słabość. Od kiedy Marcin zebrał armię Wehrmachtu na 1939 rok pozyskałem przeciwnika do walki moimi Polakami. Postanowiliśmy sprawdzić go w boju jednak okazja pojawiła się dopiero teraz, gdy rozegraliśmy scenariusz Mława 1939.


Scenariusz jest asymetryczny, Niemcy mają przewagę 500pkt w oddziałach lecz Polacy wykorzystują tę pulę na budowle obronne. Przy okazji gry była szansa na przetestowania wartości poszczególnych elementów i skorzystania z dopiero co zbudowanych zapór inżynieryjnych.

Zasady specjalne w tym scenariuszu to: Dominacja Luftwaffe (łatwiejsze wykorzystanie FAO przez Niemców), Koncentracja artylerii (analogiczna zdolność dla polskiego FAO), dodatkowy slot MMG dla Polaków i dwa selektory do wyboru dla strony atakującej (pluton pancerny lub pluton wzmocniony piechoty) oraz outflank. Zadanie Atakującego: wejść swoimi oddziałami w strefę 12" od krawędzi Obrońcy. Obrońca ma za zadanie zadać jak największe straty napastnikowi.



Jako Obrońca miałem nie lada wyzwanie. Musiałem wydać 500pkt na budowle obronne, a jednocześnie przygotować się na każdą ewentualność: wizytę dużej liczby pojazdów pancernych lub zmasowanego ataku piechoty ze skrzydeł. Moja dotychczasowa wiedza o moim przeciwniku wskazywała, że wystawi pluton pancerny, zatem w swojej rozpisce postawiłem na przeszkody p-panc (łącznie 18" długości), a przeszkody preciwpiechotne miały bronić skrzydeł na wypadek pojawienia się niemieckiej piechoty z outflanku. Dwa bunkry z wieżyczkami MMG to konstrukcje jak na 1939 niemal niezniszczalne, miały dawać dwie kości i stanowić filary obrony. 30" okopów oraz stanowisko obronne dla artylerii miało chronić przed atakiem wrogiej artylerii.




Pluton (łącznie 730 punktów) to 12 kości z czego armata p-lot (przeciw spodziewanemu atakowi z powietrza i atakowi czołgów), średni moździerz do nękania wrogiej piechoty, ATR pomocniczo to walki z czołgami i snajper. W rezerwie pozostawały 3 dziesiątki regularnej piechoty i czołg 7TP. Odwód miał być użyty w miejscu i czasie szczególnego zagrożenia.



Jakież było moje zdziwienie gdy mój przeciwnik pojawił się z plutonem piechoty zmotoryzowanej. Większość przeszkód p-panc zdawała się być nietrafioną inwestycją.

Pierwsza tura:

Czy to artyleria niemiecka nie zdążyła rozwinąć stanowiska ogniowego czy nastąpiło jakieś przekłamanie na łączach, dość, że przygotowanie artyleryjskie nie odbyło się. Atakujący mimo, że miał możliwość wystawienia swoich oddziałów w 12" od własnej krawędzi postanowił zachować całą piechotę w Rezerwie. Spodziewałem się najgorszego: wrzucenia wszystkiego do outflanku.

Niemieccy spoterzy moździerza i artylerii zaczęli wstrzeliwać się w moją artylerię i ... zrobili to w pierwszej turze. Okop uchronił oba oddziały przed przedwczesnym zejściem, tym niemniej Bofors zapinowany miał ograniczoną użyteczność. Niestety wrodzy spoterzy byli poza zasięgiem mojej broni. Wstrzelanie wrogiej artylerii wskazywało na to, że oba moje oddziały są stracone.
Niemiecki FAO schowany w wiejskiej chacie wskazał samolotom Luftwaffe za cel mojego Boforsa.



Druga tura:

Luftwaffe nie nadleciało ale za to pojawiły się pojazdy pancerne wroga. Niemiecka haubica  i moździerz demoralizowały załogę moich oddziałów: obsługa Boforsa zrobiła przepisowy pad na ziemię, załoga moździerza nie i ... jeden z obsługantów zginął. PzKpfw.38 (t) wyjechał zza sterty drewna i zaczął siać - na szczęście nieskutecznie - z broni pokładowej po moich okopach. Wyjeżdżający ciężki pojazd rozpoznawczy także rozpoczął kanonadę z MMG, także bezskutecznie. Mój dowódca zdołał podbiec do mojej pe-lotki by podnieść chłopaków na duchu.


Trzecia tura

Luftwaffe i tym razem nie pojawia się. Inicjatywa jest po mojej stronie. Załoga Boforsa o dziwo  podnosi się i ma szansę na krótkim dystansie ustrzelić niemiecki czołg. Z dwóch strzałów jeden trafia ale nie ma przebicia. Ostatnia szansa na wykorzystanie działa przepadła. Wystawiony bokiem niemiecki czołg jest wymarzonym celem dla własnej broni pancernej, niestety 7TP nie pojawia się na polu walki, za to pojawia się pierwsza ciężarówka niemieckiej piechoty. Odzywa się MMG ze schronu bojowego i samochód staje w płomieniach. Piechota pospiesznie wyskakuje na otwartej przestrzeni. Seria z drugiego schronu nie donosi, podobnie jak wystrzał z moździerza.




Czwarta tura

Nadlatuje Ju87 i zrzuca swój ładunek prosto na stanowisko polskiej pe-lotki. Działo zostaje zniszczone. Niemiecka haubica kończy dzieło zniszczenia i eliminuje mój moździerz. Na lewym skrzydle z rezerw wyjeżdża 7TP i strzela w bok SdKfz 231. Niestety niecelnie. Przeciwnik odpowiada i ... unieruchamia mój czołg, wieża zaklinowuje się. W międzyczasie pojawiają się niemieccy motocykliści i kolejna ciężarówka piechoty. Celny ostrzał z Browninga i kolejny pojazd staje w płomieniach. Piechota wysypuje się z pojazdu i szuka schronienia bo wszędzie teren otwarty.




Piąta tura

Robi się nieciekawie. Niemieckie pojazdy pancerne co prawda nie są w stanie spenetrować mojej linii obrony ale podjeżdżają pod przeszkody p-panc i omiatają ogniem okopy. Niemiecka piechota także podbiega do czoła linii obronnej. Wygląda na to, że w następnej (ostatniej turze) wedrze się w głąb moich pozycji. Schrony przygważdżają niemieckie oddziały zadając im straty. Oddział sturmpionierów traci miotacz ognia zdjęty celnym ogniem polskiego snajpera.




Szósta tura

W centrum jeden z oddziałów piechoty niemieckiej nakłada bagnety na broń i rusza do szturmu na okopy. Niemcy ponoszą straty dobiegając do transzei. W walce wręcz górę biorą Polacy. Niedobitki niemieckiego oddziału poddają się. Pozostałe oddziały niemieckie dziesiątkowane przez ogień MMG z bunkrów nie są w stanie wejść w strefę obrony Polaków, za to niemiecki pojazd rozpoznawczy znajduje lukę w przeszkodach przeciwpancernych i wjeżdża pomiędzy okopy siejąc zamęt.




Impet niemieckiego natarcia słabnie. Piechota jest zdziesiątkowana lub przygwożdżona do ziemi. Niemiecki dowódca odwołuje swoje oddziały na pozycje wyjściowe. Pozycja mławska zostaje utrzymana. 

Podsumowanie

Wydaje się, że scenariusz jest zbalansowany o czym świadczy fakt, że losy bitwy do końca ważyły się.

Wyzwaniem dla Obrońcy jest dobór budowli obronnych do tego scenariusza tak aby przygotować się na pojawienia się nieznanych sił nieprzyjaciela, pancernych lub piechoty. Postawiłem na przeszkody p-panc, w pewnym zakresie się przydały bo zatrzymały napór pojazdów mechanicznych przeciwnika.

Gdybym miał grać jeszcze raz inaczej rozmieściłbym swoje budowle obronne wysuwając znacznie bardziej w przód niezniszczalne niemal bunkry tak, aby wcześniej raziły siły nieprzyjaciela. Inaczej rozwiązałbym również okop aby móc swobodnie przemieszczać oddziały w zakryciu między skrzydłami. Umieszczanie średniego moździerza w rogu było z mojej strony skrajną głupotą, bo przeciwnik preferując drugie skrzydło był przez całą bitwę poza moim zasięgiem. Podobny błąd popełniłem ustawiając snajpera na skrzydle, który nie był w stanie zwalczać wrogich spoterów, mogących swobodnie kierować ogniem.

Przeciwnik zagrał historycznie czyli siłami zmotoryzowanymi próbował z marszu, od czoła wedrzeć się w głąb moich pozycji. Zważywszy na to, że siły jego pojawiały się partiami i dostarczane były na pole bitwy pojazdami relatywnie łatwo było mi je zwalczać krzyżowym ogniem maszynowym.

Spodziewałem się, że mój adwersarz będzie chciał obejść moją pozycję z outflanku co mogłoby mieć dla mnie przykre konsekwencje dlatego trzymałem główne siły w piechoty i czołg w rezerwie. Nic takiego nie nastąpiło zatem mogłem stopniowo i dość swobodnie używać moich odwodów do łatania dziur we froncie.
Moja artyleria i czołg nie miały okazji się wykazać bo ta pierwsza została obramowana już w pierwszej turze, a ten drugi przegrał w pojedynku ogniowym z równorzędnym przeciwnikiem.

Podsumowując, granie oddziałami wczesnowojennymi to wielka frajda. Relatywnie tanie oddziały i pojazdy pancerne, które nie dominują na polu walki sprawiają, że gra toczy się zupełnie inaczej. Kto nie próbował niech spróbuje!