wtorek, 6 listopada 2018

Hurricane/Mosquito - unboxing




Po długim oczekiwaniu nadeszła prawdziwa premiera modeli do Blood Red Skies. Prawdziwa: bo mowa o modelach własnej produkcji Warlorda w technologii wtryskowej w plastiku.
Długiej: bo od premiery gry w pierwszej połowie roku na rynek trafiały właściwie wyłącznie Ersatze: bądź to modele konfekcjonowane przez Warlorda: jak to miało miejsce w przypadku bombowców, bądź też jako robione na szybko modele niskoseryjne w białym metalu: jak to miało miejsce w przypadku Wildcata i Kate.

Tym razem dostajemy modele wykonane z materiału wysokiej jakości, trzymające skalę i przypominające to co przedstawiają ale po kolei:

Hurricane:



Hurricane jak każdy model do tej pory sprzedawany jest z kompletem gadżetów dodatkowych: kartą samolotu, kartami samolotu, doktryny, podstawkami i znacznikami. Hurricane w BRS to taki solidniejszy Spitfire Mk II. Nieco mniej zwrotny ale za to trudniejszy do zestrzelenia dzięki karcie specjalnej Robust. Polski As Witold Urbanowicz jest raczej postacią defensywną: +1 do manewru, oraz karty Slippery (znana z podstawki) oraz Acrobatic, nowa karta asa.
W zestawie z Hurricane (to samo tyczy modelu z Urbanowiczem) znajdziemy też kalki. To (byłaby) dobra wiadomość gdyby ... były  to kalki do Hurricane. Tymczasem dostajemy w zestawie kalki z 74 dywizjonu RAF uzbrojonego w Spitfiry (?).





Co do modelu: jakość odlewu jest bardzo dobra, linie podziału formy widoczne w niewielkim stopniu, praca skrawaniem raczej na pół etatu, w porównaniu ze Spitfirem ze startera ... nie ma co porównywać. Model nie ma żadnych odkształceń, a materiał jest twardy. Tyle po stronie zalet

Hurricane Warlorda jest generycznym Hurricanem, który ma przypominać każdego Hurricana. Niestety w najmniejszym stopniu przypomina Hurricana Mk I jaki był używany w czasie Bitwy o Anglię, na którym latał w owym czasie Bader czy Urbanowicz. Dobra wiadomość jest taka, że stosunkowo łatło przejść z niego można na Hurricane IIb (12 karabinów maszynowych) IIc (4 działka 20mm) czy IId (2 działka 40mm) ... przynajmniej na poziomie modelu.

Linie podziału blach - sam nie wiem czy zapisać to po stronie zalet czy wad. Co prawda szerokie jak rów melioracyjny jednak ... łatwiej się je wypełni washem co uplastyczni model w ostatecznym rozrachunku.


Mosquito


Nie na darmo samolot ten nosił nazwę Wooden Wonder. Także w grze BRS Mossie jest samolotem, który będzie bardzo trudnym przeciwnikiem. Respekt budzi maksymalna wartość uzbrojenia (3), co jest zrozumiałe zważywszy, że samolot był wyposażony w 4 działka 20mm i 4 km umieszczone w dziobie kadłuba. Spora jak na dwusilnikowiec zwrotność (2) budzi nieco kontrowersji. Lekka konstrukcja i potężne silniki RR Merlin dają mu solidną prędkość: 7 lub 8 w zależności od wersji. Bo Mossie to także model generyczny. W tym jednak przypadku różnica między Mk II i Mk VI była naprawdę trudno dostrzegalna gołym okiem.


Mosquito to potężna maszyna do niszczenia nieprzyjaciela. Kombinacja wielkiej siły ognia, sporej zwrotności i możliwości unikania ciosów (karta specjalna: Deep Pockets) czyni z niego: naprawdę trudnego przeciwnika. Dzięki Agile zyskuje zdolności do wymanewrowania przeciwnika jak standardowy myśliwiec. I chyba tylko koszt wystawienia rzędu 60pkt wyrównuje szanse z innymi samolotami.
Mosquito - podobnie jak Hurricane - jest sprzedawany w zestawie z kalkami i podobnie jak w przypadku Hurricane są to ... kalki do Spitfire Mk II. Dlatego czym prędzej wszedłem na miscmini.com i zamówiłem kalki do obu typów samolotów.
Sądzę jednak, że już wkrótce - podobnie jak to miało miejsce w przypadku Kate - Warlord prześle klientom właściwe kalki do tych samolotów. Bo co by o Warlordzie nie mówić to serwis posprzedażowy mają wyśmienity. Tymczasem chocks away!

niedziela, 7 października 2018

Polskie akcenty w Blood Red Skies.


Na początek listopada Warlord zapowiedział premierę nowych modeli Hurricane Mk I wraz z kalkami dywizjonu 303, a jednym z asów przypisanych do tego modelu jest Witold Urbanowicz, polski dowódca tej jednostki. To pierwszy - i oficjalny - polski akcent w grze Blood Red Skies. Ale nie jedyny




Oprócz Warlorda, modele możliwe do wykorzystania w grze publikują także inni producenci. Jednym z nich jest Armaments in Miniature. W ofercie tej firmy znaleźć można modele także innych samolotów, na których latali polscy piloci.




Pierwszym z nich jest późna - wprowadzona w roku 1943 - wersja Spitfire: Mk IX, która pozwalała na nawiązanie równorzędnej walki z nowym myśliwcem Luftwaffe tego czasu: Fw190. Szczęśliwie składa się, że istnieją na rynku polskie oznakowania do tego samolotu (producent jest bardzo otwarty do realizowania nowych projektów) dzięki producentowi miscmini.com. powstało już kilka projektów samolotów z szachownicą na kadłubie.



Kalki pozwalają na oznakowanie siedmiu maszyn z 316 warszawskiego  dywizjonu myśliwskiego. W tym osobistej maszyny dowódcy 131 polskiego skrzydła myśliwskiego Wing Commandera Aleksandra Gabszewicza, jednego z polskich asów myśliwskich.

Wciąż czekamy na kartę samolotu Spitfire Mk IX do gry Blood Red Skies.

W ofercie AiM znajdziemy także inny myśliwiec, na którym walczyli - z dużymi sukcesami - Polacy, a mianowicie N.A. Mustang Mk III. W ten typ samolotów przezbrojonych została w 1944 roku większość polskich dywizjonów myśliwskich stacjonujących w Wielkiej Brytanii. Szczególnie znanym użytkownikiem tych maszyn był dębliński 315 dywizjon myśliwski


Jednostka ta na Mustangach wyruszyła w bój w dniu D. W archiwach istnieje bardzo wiele fotografii dywizjonu w widowiskowym oznakowaniu inwazyjnym.


Podobnie jak w przypadku Spitfire Mk IX tak i Mustang Mk III doczekał się stosownych kalek od firmy miscmini. Kalki pozwalają na zbudowanie aż ośmiu samolotów Mustang, w tym czterech w pasach inwazyjnych.


Jedna z maszyn zestawu miscmini pozwalana na oznakowanie samolotu innego polskiego asa (trzeciego pod względem liczby zestrzeleń): Squadron Leadera Eugeniusza "Dziubka" Horbaczewskiego (na zdjęciu drugi z lewej).


Szczęśliwie  przypadku Mustanga Mk III mamy również kartę samolotu, co prawda w wersji beta, jednak powstałej przy silnym wsparciu Warlorda. Mustang z takimi statystykami i cechami specjalnymi wydaje się być dość trudnym przeciwnikiem.


Wśród kart samolotów jakie są uwalniane w formie bet znajdziemy także kartę samolotu
Spitfire Mk Vb. To wariant Spitfira ze środkowego okresu wojny. Samolot ten powstały w odpowiedzi na pojawienie się Bf109F uzbrojony był w 2 działka 20mm i 4 km-y 7,69mm.


Jak dotąd nie istnieje na rynku model tego samolotu w skali 1/200 i nie ma (jeszcze) kalkomanii w polskich barwach, choć jest po temu potencjał. Na Spitfire Mk Vb latał bowiem kolejny polski as myśliwski: Jan Zumbach, a jego samolot z kaczorem Donaldem jest dość powszechnie znany.



Polacy odbyli także epizod z innym samolotem dostępnym jako model w skali 1/200, a mianowicie kontrowersyjnej konstrukcji Bolton Paul Defiant. Ten samolot myśliwski posiadał uzbrojenie ... wyłącznie defensywne (w tylnej wieżyczce ze sprzężonymi 4 km 7,69mm). Defiant służył przez pewien czas w 307 dywizjonie myśliwskim nocnym. Ponieważ zasady BRS nie przewidują walk nocnych budowa tego Defiantów w w skali 1/200 w polskich barwach może mieć wyłącznie walor kolekcjonerski.


Model Defianta wyprodukowała (w żywicy) firma Warlord, jest również dostępny w tym samym materiale w wykonaniu firmy AiM. Na powyższym zdjeciu Defiant w barwach 264 brytyjskiego dywizjonu RAF.

Na początku listopada Warlord zapowiada wydanie (w plastiku) modelu Wooden Wonder czyli DH Mosquito FB Mk VI, dwusilnikowego myśliwca wielozadaniowego. Z tym samolotem związane były losy aż dwóch polskich jednostek w Weilkiej Brytanii. 307 nocny dywizjon myśliwski latał na Mosquitach z radarem w wersji NF II i NF XXX, zaś 305 dywizjon lekki bombowy używał od jesieni 1943 roku Mossie w wersji FB Mk VI.


Szczęśliwie, znowu dzięki aktywności firmy miscmini mamy do dyspozycji zestaw kalek, który najprawdopodobniej zainteresuje polskich graczy, mianowicie Mosquito FB Mk VI w barwach polskiego dywizjonu 305. Niestety zestaw ma niewłaściwy kolor liter (powinny być w kolorze Dull Red). Zatem osoby, poszukujące koszernego rozwiązania będą zmuszone do znalezienia liter w stosownym kolorze


Jako, że BRS to nie tylko walki myśliwców ale także wyprawy bombowe spróbujmy przyjrzeć się ofercie w tym zakresie.


W 1943 roku wspominany wcześniej dywizjon 305 miał epizod z korzystania z amerykańskich średnich bombowców N.A. B25C Mitchell. Model tego samolotu jest dostępny w firmie AiM, a kalki ... można sfabrykować z zestawu do Mosquito (ta sama wysokość literek). Do Mitchella mamy również fanowską kartę samolotu




Zanim dywizjon 305 pozyskał Mitchelle latał przez wiele lat na brytyjskich samolotach Vickers Wellington w równych wersjach. Co prawda Wellingtony zwykle działały w nocy jednak dla fanów polskiego lotnictwa w skali 1/200 jest dobra wiadomość. AiM produkuje model Wellingtona w wersji

używanej w 305 dywizjonie, zaś miscmini produkuje do niego zestaw kalkomanii. W zestawie brakuje szachownic, które wymagają zaadaptowania z innych zestawów


Największy samolot jakim latali polscy piloci w okresie II wojny światowej to B24D Liberator. W maszyny tego typu była wyposażona 1586 eskadra specjalnego przeznaczenia zajmująca się wykonywaniem zrzutów z zaopatrzeniem dla ruchu opoeru w całej Europie, w tym w Polsce. Samoloty polskiej eskadry wykonywały regularne loty do Warszawy w czasie Powstania. Model Liberatora w tej wersji produkuje firma AiM


Wiadomo również, że polscy myśliwcy latali w jednostkach amerykańskich odnosząc tam spore sukcesy. Dywizjonem który gromadził szczególnie wielu Polaków był 61FS. Działo się tak dlatego, że dowódca Francis Gabreski to myśliwiec o polskich korzeniach, który odbywał staż bojowy w polskich dywizjonach.

W amerykańskich dywizjonach dość częstym zwyczajem było zdobienie maszyn indywidualnymi godłami. Polacy służący w tych jednostkach dopasowali się do obowiązujących zachowań i także zdobili swoje maszyny w sposób dość charakterystyczny. A wziąwszy pod uwagę fakt, że samoloty te to monstrualnej wielkości P47 Thunderbolt modele z 61FS będą gratką na każdym stole do gry w BRS.


Granatowy Bubbletop z gigantyczną szachownicą na dziobie czyli maszyna kpt. Łanowskiego oraz podobny Pengie IV  kpt. Gładycha czy wreszcie maszyna Francisa Gabreskiego znajdują się na arkuszu kalkomanii przygotowanym przez miscmini do tej wersji samolotu.


W ofercie Warlorda znajdują się także inne samoloty, na których walczyli polscy piloci w czasie II wojny światowej, jak Jak-1 będący na wyposażeniu 1p.l.m. LWP czy P51D Mustang, który wszedł na wyposażenie dywizjonu 303 w schyłkowej fazie wojny. Znajdziemy również samolot P-40 Warhawk, na którym latał jesienią 1943 roku nad Chinami (zestrzeliwując 2 japońskie samoloty) Witold Urbanowicz dawny dowódca dywizjonu 303. W ofercie miscmini znajdują się także kalkomanie do oznakowania polskich samolotów PZL-11c z okresu Kampanii Wrześniowej.
Dostępne są na rynku także modele z okresu Kampanii Francuskiej. AiM ma w ofercie Ms-406, najpowszechniej używany przez polskich pilotów samolot znad Sekwany, czy Curtiss H75 takze używany w tzw kluczach "kominowych" chroniących ważne zakłady przemysłowe we Francji. W ofercie Shapeways znajdziemy także najlepszy francuski mysliwiec Dewoitine D-520, na którym latał polski as: Wacław Król.
Z oferty AiM możemy wykonać także Messerschmitta Me109G10 i wykonać go w barwach 318 gdańskiego dywizjonu myśliwsko rozpoznawczego. Samolot ten został "zdobyty" przez Polaków w dość osobliwy sposób na jednym z włoskich lotnisk. Otóż kupili go od pilnujących zdobyczy Amerykanów za ... skrzynkę whisky. Samolot został przejęty i odprowadzony na własne lotnisko, gdzie pozyskał regulaminowe kokardy RAF i szachownice na osłonie silnika



Tak więc, jak wynika z powyższego - skrótowego - spisu gracze Blood Red Skies, którzy - podobnie jak ja - poszukują polskich akcentów w grze ... mają całkiem spore pole do popisu.

Dla mnie BRS jest niepowtarzalną okazją do wyobrażenia sobie działań całych jednostek. Modelarze redukcyjni zwykle wykonują jedną kopię danego modelu, tu mamy szansę wykonać 6 i więcej takich samych, a zdjęcie formacji samolotów z szachownicą w locie na tle szachownicy pól jest moim zdaniem niezapomniane.

piątek, 5 października 2018

Prosta stabilizacja modeli do BRS


Posiadacze metalowych Wildcatów od Warlorda już to wiedzą, że modele te nie trzymają pionu na podstawkach do BRS. Ciężar samolotu jest na tyle duży, że przeważa odchylony od środka ciężkości
zwala się na łeb (lub na ogon). Dla rozwiązania sytuacji Warlord zaproponował nakładki stabilizacyjne na podstawki. Kłopot w tym, że w ścisku jaki panuje w czasie gry nie jest to rozwiązanie praktyczne.

Oddolne inicjatywy na anglojęzycznym forum BRS wskazują, że pożądany efekt można uzyskać dociążając podstawkę.Przetestowałem to rozwiązanie i zamówiłem 5 tuzinów stalowych podkładek M12 po 5,60PLN za kilogram i z niecierpliwością oczekiwałem na nadejście przesyłki.



Jakież było moje uradowanie gdy okazało się, że średnica krążków jest idealnie dopasowana do wrębu podstawki. Jedynie grubość podkładki jest nieco większa ale dzięki temu masa podstawki jest większa i bardziej rokuje



Moja radość była tym większa gdy okazało się, że odchylenie samolotu od osi pionowej - zarówno w tył jak i w przód - pozostawia model w pozycji stabilnej, zatem rozwiązanie nadaje się do zastosowania na szerszą skalę.


Co więcej stabilizator działa również w przypadku dużo cięższej od Wildcata B5N Kate.

wtorek, 2 października 2018

Na czym grać?


Jeszcze rok temu nikt nie przekonałby mnie do grania w bitewniaki na matach; kazałbym mu się stuknąć w główkę. Byłem świecie przekonany, że jedynie słuszne rozwiązania to wykończone w uniwersalny sposób blaty. Jest to w istocie rozwiązanie trwałe i stosunkowo tanie. Koszt to wycięcie stosownej wielkości blatu oraz koszt pracy przy jego wykończeniu. Nadto wycięty blat daje nam 100% gwarancję koszerności stołu pod względem wielkości.
Wadą blatu jest jego duża waga i rozmiar wymagający sporej ilości miejsca do przechowywania. Kolega Tomek stworzył swego czasu blat składany na zawiasach, który zajmuje mniej miejsca niż standardowy, a ponieważ wykonany był - o ile pamiętam - z cieńszego materiału był również dość wygodny do przenoszenia.



Twórczym rozwinięciem domyślnych blatów było oklejenie drewnianego blatu trawką elektrostatyczną z rolki. Zabieg pozwolił na uzyskanie efektu trójwymiarowości przy zbliżeniu do podłoża łąkowego lecz ... jest dość jednostajny kolorystycznie. Zatem blat wygląda dość monotonnie. Ponadto trawka elektrostatyczna jako dość delikatna może ulec uszkodzeniu, zwłaszcza gdy jest przyklejona do blatu na stałe.  


Zupełnie innym typem produktów są maty do gry. Aby grać wystarczy odpowiedniej wielkości stół (tu możemy się podeprzeć dowolnym stołem jaki jest w danym miejscu w dyspozycji) i pokrywamy go wybraną matą do gry. Maty to rozwiązanie wygodne, często stosowane w sklepach z wargamingiem. Dzięki nim można swobodnie zmieniać aranżację przestrzeni z pustyni, poprzez pola ryżowe na brukowanym placu skończywszy.

Swego czasu można było zlecić na grupie FB Bolt Action wykonanie dedykowanej maty z futra. Kawał materiału (większy niż regulaminowy stół) był aranżowany przestrzennie z uwzględnieniem dróg i pól różnego rodzaju. Zaletą takiego rozwiązania jest bardzo wysoki poziom realizmu (zróżnicowania pól pod względem wysokości i kolorystyki), a dzięki temu, że mata była większa niż 4x6' możliwe jest manipulowanie ułożeniem terenu tak, iż za każdym razem układ terenowy wyglądał nieco inaczej. To "nieco" jest jednak jedną z wad maty futrzastej. Różnice w ustawieniu terenu są każdorazowo dość ograniczone i układ może się z czasem znudzić. Druga - w mojej opinii - niestety dość poważna wada wynika wprost z największej zalety maty futrzastej: jej trójwymiarowości. Otóż na stojącym futrze (nawet niskim) bardzo słabo trzymają pion figurki, szczególnie plastikowe. Więcej na ten temat przeczytać można na blogu Kostka Domina.


 

Pewnym kompromisem między realizmem (oczekiwanie trójwymiarowości) i praktycznością jest mata z trawki statycznej osadzonej na podłożu gąbczastym wykonana przez firmę Tereny do gier. Niewątpliwą zaletą tej maty jest jej niska waga. Jednocześnie mimo, że wykonana z trawki elektrostatycznej jest niestety dość monotonna: raz, że producent zbyt nieśmiało użył zróżnicowania kolorystycznego, a dwa, że trawka na całej powierzchni ma tę samą wysokość.

Jeszcze większym kompromisem dla realizmu są maty drukowane na różnych podłożach. Na świecie jest wiele firm wykonujących tego typu produkty, także w Polsce mamy playmaty.pl wykonującego podłoża do wargamingu fantasy, s-f czy historycznego. Playmaty dostępne są w trzech wariantach: vinyl, latex i guma i kilku formatach.


Zaletą mat latexowych jest możliwość dwustronnego nadruku dzięki czemu jedna mata ma dwa przeznaczenia. Jednocześnie maty z tego materiału są bardzo ekonomiczne zarówno pod względem ceny jak i zajmowanej przestrzeni (mieszczą się w stosunkowo wąskiej tubie). Firma playmaty.pl produkuje także maty customizowane wykorzystujące materiały własne. Ponieważ w przyrodzie nie ma nic darmo także maty latexowe mają swoje wady. Najpoważniejsza z nich jest błyszcząca powierzchnia, która minimalizuje naturalny wygląd podłoża.

Wśród mat drukowanych możemy znaleźć także produkty bardzo wysokiej jakości. Należą do nich maty drukowane na podłożu takim jak podkładki do myszy. Przykładem takiej maty jest poniższa produkcji Deep cut studio do gry Blood Red Skies. Można powiedzieć, że to Mercedes wśród mat drukowanych. Bardzo wysoka jakość obrazu jak również bardzo sensowne wzory - czego nie można powiedzieć o przykładach innych producentów - sprawia, że nie żal zapłacić więcej za ich produkt. Maty DCS są dystrybuowane także przez Warlorda.

Po rozwinięciu taka mata świetnie leży na stole, nie odbija światła (dzięki czemu unikamy denerwującego efektu). Wadą tego rodzaju maty jest stosunkowo duża waga, większa niż w przypadku latexu czy vinylu przestrzeń do zwinięcia i dużo wyższa cena. Mata na podłożu do myszy może kosztować nawet dwukrotnie więcej niż analogiczna wydrukowana na lateksie.


Osobiście od pewnego czasu - ponieważ mam go stosunkowo niewiele - dość chętnie korzystam z mat do gry. Pozwala mi to szybciej rozstawić ewentualny teren lub - jak w przypadku Blood Red Skies - cieszyć się wspaniałą scenerią zaraz po rozwinięciu rolki.

niedziela, 30 września 2018

Malowanie myśliwców RAF w BRS - do 1941 roku





Regulaminy ułatwiają życie ... modelarzom. Gdy schematy malowania pojazdów - w tym samolotów - są ujęte w jakieś sformalizowane ramy bardzo łatwo można odtwarzać prawdę historyczną sprzed kilkudziesięciu lat.

Do takich instytucji należały Królewskie Siły Powietrzne (RAF) i może dlatego samoloty brytyjskie cieszą się taką popularnością wśród graczy BRS. Po namyśle, chyba jednak dlatego, że to brytyjska gra, a większość graczy to Brytyjczycy ... ale fakt, że Hurricany i Spitfiry łatwo malować zgodnie z prawdą historyczną pozostaje bezsprzeczny.

Zacznijmy zatem od tego, że RAF posiadał regulaminy schematów malowania dla każdego z typów samolotów (myśliwskie, bombowe, specjalne) w wariancie jednosilnikowym i wielosilnikowym. Poniższy tekst jest skoncentrowany na wskazówkach dotyczących malowania samolotów myśliwskich jednosilnikowych w okresie do sierpnia 1941 roku.

Samoloty myśliwskie malowane były w na górnych powierzchniach w dwubarwny kamuflaż Obowiązywały dwa schematy rozkładu plam kamuflażowych: pattern A i pattern B. W uproszeniu stanowiły one zwierciadlane odbicia. Ciekawostką jest, że pattern A obowiązywał w samolotach o numerach seryjnych nieparzystych, zaś pattern B w numerach parzystych. Schemat plam pozostał niezmienny przez cały okres wojny i obowiązywał na wszystkich teatrach działań wojennych. W okresie do sieprnia 1941 kamuflaż składał się z koloru Dark Green i Dark Earth. Od sierpnia 1941 roku - czyli czasu gdy ciężar walk przesunął się nad kanał kolor Dark Earth został zastąpiony barwą Ocean Grey (dzięki temu samoloty były trudniej widoczne na tle morza).




Regulaminy dotyczące sposobu malowania dolnych powierzchni zmieniały się w czasie wojny. Do lata 1940 roku obowiązywał układ Dzień-Noc polegający na malowaniu lewej połowy samolotu (wzdłuż osi symetrii) na kolor biały i drugiej połowy w kolorze czarnym. Od lipca 1940 (czyli w przededniu bitwy o Anglię) weszło nowe rozporządzenie, które zakładało malowanie dolnych powierzchni w całości w kolorze nieba Sky type S. Podczas walk w linii pozostawały samoloty malowane od spodu według obu schematów. Na przełomie 1940 i 1941 roku powracano jeszcze do schematu wielobarwnego na dolnych powierzchniach by ostatecznie w sierpniu 1941 przyjąć za podstawowy kolor Sea Grey Medium. Barwa ta obowiązywała na samolotach brytyjskich do końca wojny.

Kołpaki śmigieł w okresie do sierpnia 1941 malowane były kolorem czarnym.

Referencje barw


Poniżej przedstawiam kody barw samolotów używanych przez RAF do sierpnia 1941. Kolory te przydadzą się przy budowaniu samolotów Spitfire Mk II, Hurricane i Defiant z okresu bitwy o Anglię. Zestaw ten jest też nada się także do wykończenia bombowców Blenheim czy innych używanych przez RAF w Europie w tym okresie



Osobiście używam farb Hataka. Ten polski producent nie jest jeszcze wystarczająco znany w świadomości użytkowników. Dla mnie szczególnie cenny jest fakt, firma tworzy dedykowane palety kolorystyczne adresowane dla konkretnych nacji i okresów historycznych, a ich jakość nie odbiega - moim zdaniem od Vallejo.





sobota, 29 września 2018

The Western Desert Campaign - unboxing





Długo zastanawiałem się nad zakupem tego dodatku, głównie ze względu na to, że kilka miesięcy wcześniej na skutek "optymalizacji" pod młotek poszła moja 8 Armia i LRDG. Wkrótce jednak jednak zaczęły do mnie docierać przecieki na temat nowej książki i jej zawartości, które finalnie zachęciły mnie do zakupu. Zwłoka w zamówieniu zaowocowało tym, że publikacja dotarła do mnie z całkiem sporym opóźnieniem.



Podręcznik - podobnie jak inne tego typu składa się z trzech zasadniczych części. W pierwszej znajdziemy zestaw scenariuszy obejmujących działania na tym froncie, w drugiej nowe jednostki i nowe selektory odpowiednie dla ATO, a w trzeciej podsumowanie zasad specjalnych obowiązujących na tym obszarze.

Scenariusze z pierwszej części nie odbiegają od tych do jakich Warlord przyzwyczaił nas dotychczas. W mojej opinii to najsłabsza część książki. Scenariusze w znakomitej większości są - przykro to stwierdzić - wtórne. Bazują na znanych z podręcznika głównego scenariuszach podstawowych. Na ogół - z dwoma wyjątkami - celem jest wejście w strefę przeciwnika, zwykle nie ma żadnych zasad dodatkowych, które pozwoliłyby wyróżnić ten scenariusz od jakichkolwiek innych.

Po raz kolejny wydawca zmarnował - moja opinia - szansę na stworzenie prawdziwej księgi kampanii, a więc scenariuszy połączonych w logiczną całość, które można by rozgrywać po kolei z uwzględnieniem wyników poprzedniej gry.  Takie podejście dałoby szansę na utrzymanie graczy na dłużej przy tym temacie i w pełni wykorzystać potencjał nowych selektorów, o których opowiem za chwilę. Wielka szkoda.

Najbardziej zasmuca brak większej liczby (są 2) scenariuszy dla oddziałów specjalnych jak LRDG. Oddziały te, zarówno brytyjskie, niemieckie i włoskie są dość obszernie opisane w części drugiej podręcznika. Szkoda podwójna bo oddziały specjalne mają ogromny potencjał, który jest do wykorzystania ale w bardzo specyficznych warunkach. Wielka szkoda.



Małym plusikiem w kontekście scenariuszy jest pewna poprawa mapek ilustrujących kolejne bitwy. Każda z map jest podzielona na 12 kwadratów odpowiadających obszarowi 2x2 stopy. Dzięki temu łatwiej można się zorientować gdzie w danym scenariuszu zaplanowane jest położenie kluczowych punktów terenowych.

Drugą część książki stanowi spis nowych jednostek dostępnych w tej konkretnej kampanii. Wydawca pozostawił - jak to On - pewną dozę niepewności co do zakresu wykorzystania nowych jednostek. Pytania zainteresowanych poszły do Centrali; czekamy odpowiedzi. W odróżnieniu od części pierwszej znajdziemy tu sporo arcyciekawych nowości.

Oddziały są jak zwykle bardzo interesujące. Brytyjczycy mają (w końcu!) oddział inżynieryjny i - jak to u Brytyjczyków - dopalony mocniej niż analogiczne oddziały w pozostałych armiach. Brytyjscy inżynierowie, oprócz miotacza ognia i zaawansowanych umiejętności rozbrajania min, oraz przeszkód przeciwpiechotnych mają również możliwość ... tadam! podkładania ładunków wybuchowych analogicznie do sposobu w jaki działały oddziały specjalne opisane w dodatku Nowa Gwinea. Oprócz tego 8 armia dysponuje nowym arcybrzydkim wozem dowodzenia i czołgiem z trałem przeciwminowym.



W przypadku Afrika Korps postawiono na siłę ognia (jeden darmowy LMG), rozwinięto też lekkie oddziały zmotoryzowane: motocykle i Kuebelwageny a także samochody pancerne.
Z kolei miłośnicy Włochów znajdą w nowym podręczniku owe oddziały piechoty i conieco pojazdów i artylerii. W drugiej części mamy też listę armii dla Wolnych Francuzów zawierającą oprócz listy jednostek także dość atrakcyjne zasady specjalne.


Bardo ciekawie wyglądają nowe selektory zaproponowane w podręczniku. Każdemu z nich oprócz listy dostępnych oddziałów (w tym nowych) przypisane są także pewne specjalne cechy związane ze stosowaną w danym okresie strategią. Przykładowo wczesna Brytyjska brygada pancerna cierpi na Bałakławizm (dopowiadamy sobie konsekwencje) zaś późna ma już mocno chłodne głowy (wiadro niemieckiej zimnej wody to zapewne sprawiło). Każdy z selektorów ma swoje zalety i nie jest oczywisty. Ta część książki to najmocniejszy jej fragment.

Pewną moją wątpliwość budzą selektory pancerne. Jak wiadomo wymagają one posiadania kilku kopii podobnego modelu pojazdu. O ile posiadanie większej ilości piechoty ma swoje proste uzasadnienie, o tyle kupowanie kilku egzemplarzy czołgów z jednego okresu i to wszystko dla gry w jednym selektorze ... wydaje się to stosunkowo mało prawdopodobne.




Ciekawostką są też nowe zasady narodowe. Brytyjczycy - a jakże - mają szeroki wybór dość mocnych zasad specjalnych dla poszczególnych nacji  wspólnoty brytyjskiej. Co prawda odbywa się to kosztem podręcznikowych zasad specjalnych jednak moim zdaniem już wkrótce stoły zaroją się od Hindusów i Nowozelandczyków ;). Podobnie nowe zasady obowiązują dla jednostek włoskich.



Najciekawszym - moim zdaniem - elementem książki są siły specjalne różnych nacji: brytyjskie LRDG i SAS, włoska Compagnia Sahariana i Arditi X czy niemiecka KG Hecker. Każdy z nich bazuje na szybkości, sile ognia, kosztem pancerza. Jednostki te świetnie sprawdziłyby się w dedykowanych scenariuszach Raidowych (podobnych np. do tych z dodatku Nowa Gwinea) lecz w tym podręczniku takowych jak na lekarstwo. Wielka szkoda


Ostatnią część książki stanowią tradycyjnie zebrane zasady specjalne obowiązujące na tym konkretnym teatrze działań wojennych, oraz inne dotyczące np. umocnień  czy przeszkód saperskich.

Podsumowując The Western Desert Campaign nie odbiega od pozostałych książek z serii choć - w mojej opinii - nie zasługuje na miano książki kampanii, po której spodziewałbym się scenariuszy w logiczny sposób ze sobą powiązanych. Jak wspomniałem wcześniej scenariusze to najsłabsza cześć książki, tu Warlord ma lekcje do odrobienia. Nowe oddziały i nowe selektory afrykańskie to natomiast część najciekawsza. Specjalne cechy narodowe czy selektorowe znacznie różnicują - dotychczas bardzo do siebie podobne - oddziały i dodają kolorytu grze. I z tego choćby powodu warto zapoznać się z treścią tej książki.